Zapisy, które kiedyś były typowym ,,lorem ipsum’’, dziś wymagają ogromnej ilości uwagi.
Siła wyższa w umowach dystrybucyjnych.
Pamiętam, jak kiedyś tego rodzaju zapisy służyły do tego, żeby omieść je wzrokiem i pójść dalej, prosto do podpisów. Bo przecież nuda, nic ważnego tam nie ma, a nawet jak teoretycznie to ważne, to tylko jedna z rzeczy, którymi straszą prawnicy, w praktyce to nie działa.
Ostatnie lata okazały się jednak solidnym sprawdzianem dla tego, jak konstrukcja zapisów umownych dotyczących siły wyższej w umowach dystrybucyjnych działa w praktyce.
Tylko w ostatnich latach:
- Wychodziliśmy z kontraktu dotyczącego międzynarodowej dostawy towarów z uwagi na okoliczności związane z wojną na Ukrainie. O tym, konkretnym przypadku można by swoją drogą książkę napisać, bo korespondencję z byłym kontrahentem prowadzimy nadal, od początku wojny.
- Wielokrotnie uzasadnialiśmy konieczność przedłużenia terminu wykonania umowy w związku z załamaniem międzynarodowego łańcucha dostaw spowodowanego pandemią. Zawarliśmy z tej przyczyny kilka ugód, także w reżimie ustawy Prawo zamówień publicznych, co pozwoliło nam na zdobycie doświadczenia związanego ze zrozumieniem perspektywy decyzji podejmowanych przez osoby pełniące funkcje urzędnicze i nauczyło szukania rozwiązań, które mogą tę perspektywę zaopiekować, a nie mówić, że jest, przepraszam za sformułowanie ,,głupia’’.
- Na cito układaliśmy strategię radzenia sobie z problemem wprowadzenia tzw. ceł Trumpa. Zmieniliśmy od tamtej pory całkiem sporo GT&C u wielu naszych Klientów i rozważaliśmy zakup szklanej kuli do przewidywania przyszłości, tak just in case.